Otsochodzi

"Syf"

[Zwrotka 1: Szopeen]
Spalone gramy, tyle chemii tu wdychamy
Tlen, czysty jak łza ale z zanieczyszczeniami
Chodzę na palcach by być niezauważanym
Lubie czasem siedzieć sam na tej ławce bez ziomali
Paląc szluga truję się substancjami
Powoli się już zabijam, obserwuję sen Warszawy
Stary, najgorsze że mi to nie wadzi
Znów strzelam kiepem, zaciągam się oparami
Skurwysyny nie wiedzą jeszcze że jestem
Bo piszę po cichu, przechodząc jakieś osiedle
A świat, to błąd i trzeba zrobić korektę
No, tylko że non stop się rodzą jakieś infekcję
Myślę częściej zwierzęta są od nas lepsze
Ja maluje swoje cele, a po sukces pójdę chętniej
Wyciągam tytoń, krótką bletke
Patrze na to osiedle i nie trzeba mi nic więcej

[Refren x2: Szopeen]
Chodzę jak menel od paru dni, naprawdę
Przeszkadza to mi, ty zaproś mnie na kolacje
Jadam mniej bo czas mam tylko jak zasnę
Lecz nie marnuje go i zmęczony siadam na ławce

[Zwrotka 2: Szopeen]
I znów mam taką jazdę
Nie Homies Wonderland tylko moich homisi w klatce
Telefon dzwoni, szybko robimy ustawkę
Ale, całą agresję raczej przepalimy blantem
Moje motto to nie dać wygrać porażce
A wiem co chcę od życia i stawiam na jedną kartę
Rap w słuchawce gra, a ja to piszę
Teraz zaczynam czuć szansę która pozwala mi hajs pozbierać
To moje morze potrzeb i w sumie jest mi dobrze
Nie czuje się samotnie, a gonie za zarobkiem
Wszystko spoko, lecz czuję, gram nieostrożnie
Działam nieroztropnie i znowu mam pusty portfel
Przez to, że rozmieniam cash na drobne
I nawet się nie domyślasz jak spędzam tutaj tygodnie
Ty wiesz jak jest, po samym centrum znowu błądzę
Jeszcze poznasz moją ekipę, bo wszyscy jesteśmy w formie

[Refren x2: Szopeen]
Chodzę jak menel od paru dni, naprawdę
Przeszkadza to mi, ty zaproś mnie na kolacje
Jadam mniej bo czas mam tylko jak zasnę
Lecz nie marnuje go i zmęczony siadam na ławce

[Zwrotka 3: Otsochodzi]
Rano dało słońce mi energię, nie belVita
Budzi mnie muzyka, a nie śniadaniowa telewizja
Złe sprawy ograniczam, na pewno dzisiaj
Chcę być daleko od syfu, blanta ktoś mi da
Żadnej pomocnej ręki
A ja tylko drobne w kielni i w bani mętlik
Telefony urywają się, goni termin
Pamiętaj że jestem [?]
Wypierdalam stąd jak [?], jasne
Jak na razie maks na Młociny mogę
Sto jeden pokonuje trasę, tak samo mam
Sto jeden powodów żeby dać nogę raz na zawsze
I to wystarczy chyba, w sumie nie lubię narzekać
Więc kończę, wybacz
Nic nigdy nie będzie idealne, bywa
Znajduję pozytywne aspekty życia

[Refren x2: Szopeen]
Chodzę jak menel od paru dni, naprawdę
Przeszkadza to mi, ty zaproś mnie na kolacje
Jadam mniej bo czas mam tylko jak zasnę
Lecz nie marnuje go i zmęczony siadam na ławce

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z #
Copyright © 2018 Bee Lyrics.Net