PiH

"Pih & Love (Zabij Albo Zgiń)"

Ref
Zabij Albo zgiń… Popatrz w moje oczy
Więcej mówią, niż dla szpanu dziabany brudnopis
Zabij Albo Zgiń… Głosy, których nie usłyszysz...
Ja nie ty, odlany z innej matrycy
Zabij Albo Zgiń... Nie czuję winny
W cieniu z nożem w ręku, furiat bez alibi
Zabij Albo Zgiń… Zabij Albo Zgiń…
Ta śmierć nadchodzi w wavie i mp3

Dylan Cross… Pih & Love
Na wyciągniętej dłoni trzymam szamę, którą zjesz…
Co jest… Co jest…
Tak właśnie tu jest…
Raaahhh!!!

1
Nie jestem gwiazdorem, nie świeć mi po oczach blendą
Twoja sztuka chce zobaczyć drogę mego miecza #kendo
Pierdolę splendor i tę szkołę co nie uczy
Z bloków, a nie przedmieść, tu kradzione tuczy
Ich ego rozdęte jak na słońcu ryba, ziom
Poczekaj splunę w dłoń, zanim zacznę to rżnąć
Twórczość, tożsamość, poczuj smak rostbefu
Mammed już to wie, na tej ziemi rządzi Jezus
Kierunek do perfekcji wskazuje ci ten rap
Kręta droga odkupienia, pieprzony Google Map
Sprostytuowana scena, na aktorstwo chora
Robię przejazd, burdel siata, w niej książeczki zdrowia
Nawijam kolejne ślady - nie myślę o flocie
Śpiewane refreny - nie pękam na robocie
To się nawet nie rymuje - pacyfa i Pihu
Idą w pył jak atole na pieprzonym Pacyfiku

2
Jak setki razy wcześniej, przepocone pały zgredów
Oni ssą, lecz tym razem lufę pistoletu
Stop… To przenośnia, nie mieszaj tego z seksem
Chociaż fakt bez dyskusji, z mordy klepie im lateksem
Każdym wersem z płuc życie wydzieram
Bez żadnych uczuć, umysł dilera
Śmierć telenoweli, wykastruje świat z kolorów
Nawet Bóg oczekuje ode mnie hardcoru
Tu ulotki z samolotu, na przeciętność zamach
Lamusy od rana ćpają już xanax
Wzgórzami Golgoty… Na cztery koła napęd
Instrumental, słowa zblatowane, jak Judasz z Piłatem
Przekaz umiera, rap na dno się stacza
Granice upadku bez wstydu przekracza
Wiem, nie czujesz się przy mnie bezpieczny
Skurwysynu kopiesz tunel po ciuchu do ucieczki

3
Ten rok jest już mój, większością szczerze gardzę
Zrobię im Sylwestra na wytrzeźwiałce
Kopie oryginalne dzisiaj są na topie
Na kopach wyniosę te oryginalne kopie
Patrzę na scenę, puls mam spokojny
Kocham ten stan permanentnej wojny
Farmazony, ściemy, dość tej gangreny
Wybrałem umysł, pierdolę przemysł
W radiu aktywne kurestwo, festiwal pustosłowia
Byle twórczość na smyczy niejednego sponsora
Gdy mówisz o wersach, jesteś na moich śmieciach
Tu możesz aplikować tylko do roboty ciecia
W chuju mam to co nosisz na tych zębach
Plastikowe ścierwa, babskie świecidełka
Próbujesz ich towaru dzieciak, jest tak chudo
Handlarze tandetą, zaciągasz się bibułą

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z #
Copyright © 2018 Bee Lyrics.Net