PiH

"W Ciemność"

[Intro]
4 lata, 4 pieprzone lata
Pamięć zapisana w tekstach, kronika życia
Krzyk w Tunelu Samotności, dziecko Księżyca
Przerzucam setki najgorszych klisz
20 par butów, nie miałem dokąd iść
W Ciemność

[Zwrotka 1]
Szedłem prosto w stronę ciemności, życie stało się klatką
Widziałem światło, to było sztuczne światło
Biała szpitalna plama, głowę w dłoniach chowasz
Szloch rozrywa cię od środka, łóżko jak szalupa ratunkowa
Gdy grunt zwija się spod nóg
Leżysz nieruchomo, twarzą w dół
Pogubiłem wszystko, nie wiedziałem, co jest ze mną
Zapomniałem, jak wygląda świat na zewnątrz
Na swoje podobieństwo stworzyłeś mnie Boże
Czułem obcość, samotny jak pocisk w komorze
Zasypiałem przy włączonym telewizorze
Niech ktoś tylko mówi do mnie, nicości morze
Samotność, ona mi nie doskwiera
Jedzie przez życie ze mną na fotelu pasażera
Lęki rozrywały mnie na strzępy
Czułem się niekompletny, pocięty na części

[Refren]
Prosto przez piekło w ciemność, samotność ze mną
Tylko Księżyc, w jego blasku
O poranku - widzę ciemność
Mrok podąża zawsze za mną jak cień, barwy bledną
Nie czuję nadziei, za niczym nie tęsknię
Życie szpony wbija, ucieka powietrze
Tyle myśli zatrutych, nie czuję duszy
Prosto w ciemność, jesteś jeszcze ze mną?

[Zwrotka 2]
W twojej głowie chórem mówią głosy negatywne
Firma od rozbiórek pod drzwi podrzuca decyzje
Nie trzymasz życia w rękach, kruche lustro pęka
Pamiętasz co widziałeś w nim, maska pośmiertna
Gdzieś dogasa konstelacja, szczęśliwy neon
Gwiazdy - dziury w mroku, ledwo świeci niebo
Nałóg łamie niezłomnych, kariery krótkie
Po cichu też liczyłem na własną egzekucję
Coś co czułem, czego nikt nie usłyszy
Chłód i horror domowej ciszy
Klamka, pasek… mocno zaciskasz na szyi
Znów z podłogi szmatą zbierasz rzygi
Z moich chorych powiek szeptem uciekł sen
Nie ważne było dla mnie, czy jutro wstanie dzień
Biegnę nocą, przez miasto, chcę ten ból zagłuszyć
Patrzę w szyby domów, te lustra bez duszy

[Refren]
Prosto przez piekło w ciemność, samotność ze mną
Tylko Księżyc, w jego blasku
O poranku - widzę ciemność
Mrok podąża zawsze za mną jak cień, barwy bledną
Nie czuję nadziei, za niczym nie tęsknię
Życie szpony wbija, ucieka powietrze
Tyle myśli zatrutych, nie czuję duszy
Prosto w ciemność, jesteś jeszcze ze mną?

[Zwrotka 3]
Wielki, prywatny dramat, na małym ekranie
Za mną historia, wiatr i lasy skamieniałe
Niedola pustki w czterech ścianach gości
Nic nie daje picie do nieprzytomności
Nie zapomnisz nigdy, nowe życie dał ci tamten dzień
Tory, krzyk kobiety na spacerze z psem
Z podniesioną głową idę dziś w takt werbla
Cieszę się, że jednak słyszę ciężkie bicie serca
Prosto przez zamieć przez odłamki gradu
Jak śmiertelna seria z automatu
Zacząć życie na nowo
Z nałogu wyjść suchą nogą
Pamiętam trzeźwienia samotne noce
Nagi na balkonie, owinięty tylko kocem
Ostatnia szklanka wódki wypada z rąk
Bose stopy, rozbite szkło

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z #
Copyright © 2018 Bee Lyrics.Net